Na początku lat siedemdziesiątych Don McLean wydał dobrze zapowiadający się album American Pie z tytułowym utworem, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej enigmatycznych kawałków, jakie do tej pory powstały. Sam McLean został jednak wyparty ze świadomości słuchaczy i dziś jego nazwisko mówi niewiele. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo oprócz udanych kompozycji, artysta ten jest w posiadaniu naprawdę bogatego wokalu. Jego głos to połączenie ognia z wodą, piekła z niebem, fuzja delikatności, tak charakterystycznej dla wokalistów folkowych, z energetycznym zacięciem i łatwością balansowania między dźwiękami godną najlepszych wykonawców popowych. Niestety wraz z wiekiem głos McLeana stracił dużo ze swojej urokliwości, warto jednak sięgnąć po starsze nagrania i dać się porwać łagodnym, acz ekspresyjnym folkrockowym nutom.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lipca 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
Judith Holofernes
Niemiecka wokalistka, kojarzona przede wszystkim z grupą Wir Sind Helden to głos, który uwiódł mnie swoją ciepłą barwą i charakterystycznym skrzypieniem w wyższych rejestrach. Wokalu Judith słucha się naprawdę przyjemnie, mimo języka niemieckiego, którego nie każdy jest w stanie znieść w muzyce. Wokalistka Wir Sind Helden ma swój sposób na poskromienie głosu, choć zdarza się jej nie trafić w dźwięki. Mimo to polecam jej barwę wszystkim, którzy w muzyce cenią świeżość i oryginalność.
środa, 8 października 2014
Dolores O'Riordan
Dolores O'Riordan to jedna z tych wokalistek, które budzą mieszane uczucia. Jej głos doceniłam stosunkowo niedawno, ale gdy już to nastąpiło zakochałam się w tym charakterystycznym jodłującym wokalu. Wokalistka irlandzkiej grupy The Cranberries czaruje swoją nieprzeciętną barwą, sprawiając, że nie można od niej oderwać ucha. Jedni powiedzą, że brakuje jej umiejętności, ja jednak należę do tych, którzy poznali się na jej talencie i gorąco zachęcam do słuchania. Choć Dolores stała się etykietką The Cranberries, to od jakiegoś czasu świetnie radzi sobie jako wokalistka solowa. Poniżej utwór z solowej płyty właśnie.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Charlie i Craig Reid
Charlie i Craig Reid to bliźniaczy duet prosto ze wzgórz Kornwalii, znany pod nazwą The Proclaimers. Nie sposób mówić o nich osobno. Jak na bliźniaków przystało, panowie współbrzmią idealnie. Ich chropowate głosy zlewają się w charakterne harmonie, mile łechtając ucho i wrażliwość słuchacza. Niech nie zmyli was chłopięcy wygląd obu panów. Charlie i Craig to bowiem żywioł sam w sobie, czego wyrazem są choćby takie utwory jak Oh Jean, Letter from America, czy, najbardziej chyba znane, I'm gonna be (500 miles). Bliźniacy z Kornwalii potrafią być także nostalgiczni (Ghost of love, Sunshine on Leith). W tym duecie nie ma "tego słabszego". I choć zdarza im się wokalne faux pas (zwłaszcza obecnie, gdyż panowie mają już swoje lata), to z pewnością głosy kornwalijskich bliźniaków będą przyjemną alternatywą dla muzyki zza oceanu.
środa, 8 stycznia 2014
Brian Setzer
Co sprawia, że to nazwisko wciąż mówi tak niewiele? Nie mam pojęcia, bo to naprawdę dobry muzyk. Moje ucho skacze z radości w rytm dźwięków kreowanych przez tego pana. Brian Setzer to prawdziwy wulkan pozytywnej energii, gotowy do erupcji za każdym razem, gdy wchodzi na scenę. Setzer swoim brudnym, "piaskowym" wokalem niszczy wszelkie foniczne granice. Mocna barwa przykuwa uwagę ucha od pierwszych dźwięków. Król falsetu, książę gitary, zaklinacz dźwięku z orszakiem znakomitych instrumentalistów.
Nie znalazłam żadnego nagrania live z falsetem, dlatego jako bonus nagranie studyjne:
poniedziałek, 28 maja 2012
Eddie Vedder
Ten sympatyczny, nieco flegmatyczny pan, to uosobienie skromności i prawdy w muzyce. Nie ma może dużych możliwości wokalnych, lecz dusza mi mięknie z każdym razem, gdy owego pana słucham. Eddie Vedder to nie kto inny jak wokalista znanego wszystkim Pearl Jam. Wolę jednak pominąć ten wątek, skupiając się na krótkim - ale za to wybornym - epizodzie solowym. Eddie zmajstrował swój pierwszy album na potrzeby filmu "Into the Wild" (swoją drogą, film fenomenalny - polecam wszystkim wolnym duchom) w reżyserii Seana Penna. Z jakim efektem? Nastawcie uszy i rozkoszujcie się tym pięknym, nieco chrapliwym męskim wokalem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)